Czytaj więcej: Rekolekcje adwentowe 2018 rok - ks. Karol Wójciak

Czytaj więcej: W niewyraźnym świecie bitewnego pyłu

Szóste i ostatnie objawienie: 13 października 1917 roku.

Łucja: Czego Pani sobie życzy ode mnie?

Matka Boża: Chcę ci powiedzieć, aby wybudowano tu kaplicę na moją cześć. Jestem Matką Boską Różańcową. Odmawiajcie w dalszym ciągu codziennie różaniec. Wojna się skończy, a żołnierze wkrótce wrócą do swoich domów.

Łucja: Miałam prosić Panią o wiele rzeczy, o uzdrowienie kilku chorych, nawrócenie niektórych grzeszników, etc. 

Matka Boża: Jednych uzdrowię, innych nie. Trzeba, aby się poprawili i prosili o przebaczenie swoich grzechów. I ze smutnym wyrazem twarzy dodała: Niech nie obrażają więcej Boga naszego Pana, który już i tak jest bardzo obrażany. 

   Te krótkie, przepełnione treścią prawdy słowa Matki Bożej Fatimskiej, przekazane przed wiekiem małym pastuszkom: Łucji de Jesus, Franciszkowi i Hiacyncie Marto, są nadal aktualne. Matka Boża prosi dzieci kolejny raz o codzienne odmawianie różańca. Prosi nie tylko te dzieci, Ona prosi nas wszystkich.

xxx

– Babciu, a co to jest ten różaniec?

– Dziecko, to jest rozmowa z Matką Bożą, w której możesz Jej o wszystkim co cię boli powiedzieć, i o wszystko prosić, i Ona da ci wszystko; będzie cię bronić. Ale to jest też siła i moc chroniąca przed napaściami szatana. Bo on kusi.

– A dlaczego płaczesz babciu jak się modlisz na tym różańcu?

– Bo bardzo kocham Matkę Najświętszą i Jej Syna, Jezusa. On tak bardzo cierpiał za nasze grzechy...

Byłam zbyt mała, aby to wszystko pojąć, ale nie dałam babci spokoju i pytałam dalej:

– A jak to działa babciu?

– Opowiem ci coś. 

Była kiedyś bardzo pobożna kobieta, która była bardzo uboga. Miała męża i dziesięcioro dzieci. Mąż jednak przepijał każdy zarobiony grosz i trudno jej było wszystkie dzieci wyżywić i ciepło ubrać. Zbliżała się zima, w piecu nie było czym napalić, dzieci głodne, mąż w karczmie. Tak więc kobieta, jak każdego dnia, zaczęła odmawiać różaniec. Zrozpaczona klęczała przed obrazem Matki Bożej i szlochając błagała o pomoc. I żadnej odpowiedzi nie usłyszała. Wstała więc, założyła różaniec na szyję, smutnym wzrokiem popatrzyła na dzieci swoje mówiąc im, że musi wyjść coś załatwić, zarzuciła na ramiona szal i zamknęła za sobą drzwi.

Na dworze padał deszcz ze śniegiem, wiatr szalał, zimno przenikało do kości. Kobieta szła w stronę skarpy, za którą były tory kolejowe. W myślach przepraszała Matkę Najświętszą za to, że chce odebrać sobie życie, ale ona już nie widzi ratunku dla siebie i swojej rodziny. 

Na brzegu skarpy rosły ciernie, o tej porze roku ogołocone z liści, kobieta jednak chciała się lekko za nimi ukryć, aby nikt jej nie widział, że czeka na nadjeżdżający pociąg, pod który chciała się rzucić. Lokomotywa pociągu była już widoczna na zakręcie, nieuchronnie zbliżała się do miejsca, w którym stała kobieta. Serce jej zaczęło mocno bić, oczy zalały się łzami, wiatr porwał szal z jej ramion i... skoczyła. 

Gdy po chwili otworzyła oczy, poczuła lekki ból na szyi, coś usilnie trzymało ją w tym miejscu. Popatrzyła na oddalający się pociąg i na różaniec, który miała na szyi. W chwili, gdy chciała skoczyć pod koła parowozu przyszedł silny podmuch wiatru i zaplątał różaniec w gałęzie cierniowe. Rozpłakała się, przeprosiła Matkę Najświętszą za chwilę zwątpienia i podziękowała Jej za ratunek.

Wróciła do domu. Ku jej ogromnemu zdziwieniu, w piecu było napalone, dzieci właśnie jadły ciepłe kartofle okraszone smalcem, a trzeźwy mąż przytulił ją przepraszając za wszystkie krzywdy, które wyrządził rodzinie.

– I właśnie tak moje dziecko, działa modlitwa różańcowa do Matki Bożej. 

– A teraz już idź się bawić, ja będę się modlić.

Nie odeszłam. Byłam tak zafascynowana babciną opowieścią o cudownym działaniu różańca, że nie mogłam odejść. Przyglądałam się jej dłoniom, które z miłością przytulały każde ziarenko. Na jej twarzy malowały się smutek i cierpienie, po policzkach płynęły łzy. Pamiętam, że odmawiała tajemnice bolesne. 

I choć od tego dnia minęło już prawie pięćdziesiąt lat, każdego dnia gdy biorę różaniec do ręki, widzę oczyma wyobraźni dłonie mojej babuni splecione drewnianymi paciorkami … 

Różaniec to przede wszystkim miłość. Każdy jego paciorek przy odmawianiu kolejnego „Zdrowaś Mario ...” przepełniany jest Miłością Matki Bożej, Miłością która ukoi każdy ból, uleczy każdą ranę, rozwiąże każdy problem; oczyści serce, duszę i umysł. Doda otuchy, uzbroi w cierpliwość, nauczy pokory i prostoty - cnót ukochanych przez Boga. A przede wszystkim jest silną bronią przeciw złu, którego w naszym dzisiejszym świecie jest coraz więcej.

Św. Ojciec Pio powiedział: „Różaniec jest potężną bronią, by zwyciężyć szatana, pokonać pokusy, zdobyć Serce Pana Boga, otrzymać łaski od Matki Bożej”.

 

Módlmy się więc na różańcu, zatapiajmy dusze nasze w tajemnicach radości, światła, cierpienia i chwały. Dzielmy się tą Miłością Najukochańszej i najbardziej nas kochającej Matki z innymi. 

Może właśnie w tym miesiącu Chwały Matki Bożej Różańcowej, miesiącu modlitwy różańcowej, podarujmy komuś, kto potrzebuje pomocy, czy targany jest wszelkimi wątpliwościami, czy niszczony chorobą, różaniec – 59 paciorków przepełnionych Miłością Matki Bożej.

Beata

© 2014 Rzymskokatolicka parafia p.w. Śś. Stanisława i Bonifacego B.M.