Odwiedzam facebook, przeglądam, czytam, uśmiecham się, po chwili smutnieję. Tyle ludzi, tyle dusz ujawnia swoje radości i boleści. Czy to w formie zamieszczanych filmików, czy cytatów świętych, uczonych lub znanych prominentów. Fotografie rodzinne, kwiatów z własnego ogródka, lub animowanych mieszanek przepełnionych serduszkami we wszystkich barwach i blaskach. Tworzą grupy; ochrona życia, modlitwa, przytul zwierzaka, protest przeciwko władzy, czy partii X. Wszyscy wokół muszą widzieć nowe auto, nowe buty, nowe paznokcie, nową „miłość”; koronacją tego wszystkiego są fotki jedzenia, które właśnie za chwilę będzie spożyte. 

Uśmiecham się. Przeglądam dalej, czytam „(...) mam złe myśli, chcę popełnić samobójstwo (...) proszę o modlitwę”, „(...) zaczynam wątpić w istnienie Boga, pomóżcie (...)”, „chrześcijanie to sekta”, „myśli moje krążą wokół gwałtów, pomóżcie mi się od tego wyzwolić (...)” ... i tak dalej.

Młyn, maszyneria, chaos nie do zatrzymania. 

Pomyślałam – wyjdźcie z tym z domów, na ulicę, tam spotkacie bliźniego, potrzebującego, chorego i umierającego, tam spotkacie samego Jezusa. Czas rozpocząć ewangelizację od siebie samego, bo zaczątek globalnej choroby ludzkości już jest! Dżuma dusz. Zrodziła się w waszych postach, w których otwieracie siebie przed innymi mając nadzieję, że ktoś was zrozumie, wam pomoże, was uratuje. Od czego? Od kogo? Od was samych? 

Nikt, ale to nikt wam nie pomoże, tylko Bóg i wasza silna wola. Zamiast pójść do kościoła i klęknąć przed Najświętszym Sakramentem błagając Boga o miłość i litość, wypisujecie w najkrótszej formie wasze problemy z nadzieją na ich rozwiązanie przez wsparcie innych. Zamiast wziąć do ręki różaniec i prosić Matkę Przenajświętszą o Jej cudowną opiekę nad wami i waszymi bliskimi, zamieszczacie niejednokrotnie przerażające zdjęcia ofiar wypadków leżących w szpitalu, fizycznie zdeformowanych dzieci i dorosłych, kalek napiętnowanych psychiczną słabością. Nie wspomnę już, ile razy wystraszyłam się takiej fotografii. 

To wszystko działa w inną stronę, nie tędy droga! Nie ma takiej opcji, ani możliwości modlenia się przed komputerem i przez komputer. Jeżeli to czynisz, to grzeszysz przeciw pierwszemu przykazaniu. Tak! 

A zły zaciera ręce, rozpoczęty z nim dialog trudno jest zakończyć. 

Czy pragniesz, aby w dniu Sądu Ostatecznego piekło było przepełnione? 

Wyłącz komputer, komórkę czy tablet, wyjdź z domu i stań otworem na świat. Weź głęboki oddech, wtedy zapewne poczujesz tchnienie Boga w sobie i we wszystkim, co cię otacza. Uśmiechnij się do przechodzących obok ciebie. Podaruj im światło, które nosisz we własnej duszy. Przytul bezdomnego i zapytaj go, czy jest głodny. Podaruj mu coś, choćby jedną bułkę. Idź do kościoła i pomódl się za wszystkich chorych, cierpiących i umierających. Pogłaszcz po główce dziecko, które właśnie powiedziało ci – dzień dobry! Siądź z różańcem w ręku w najcichszym kąciku mieszkania i wspomnij dusze zmarłych i żywych z rodziny, swoich wrogów i przyjaciół, pomyśl o cierpieniach dusz czyśćcowych... Tam potrzeba modlitwy. Jeżeli uważasz, że masz jakiś problem, pomódl się właśnie za innych, którzy są może w jeszcze trudniejszej sytuacji. Ta modlitwa, jeżeli będzie szczera i głęboka, wróci do ciebie. Ratunek przyjdzie z Nieba. Nie szukaj pomocy u innych, czy u psychiatry lub psychologa; oni robią właśnie to, czego tobie w tym momencie nie potrzeba. Oni rozgrzebują twoją „martwą” przeszłość, aby w niej doszukać się przyczyn twojego obecnego stanu. Zadają ci ból, którego bez pomocy Opatrzności może już nigdy się nie pozbędziesz.

A ja ci powiem, wszystko minie, zechciej tylko zaufać Bogu! On to właśnie tak urządził i zaplanował, dla twojego dobra. I On to może zmienić, jeżeli uzna, że to na ciebie zbyt wiele. On nie siedzi przy komputerze i nie czyta twoich postów, On cię kocha bezgranicznie i na wieki. A gdy się od Niego oddalasz szukając pomocy u zupełnie obcych Ci ludzi, patrzy smutno na to przygasające światełko w twojej duszy, które jest przecież Jego częścią. 

Tak więc zgaś komputer i rozpal światło w duszy twojej gorliwą modlitwą a zobaczysz, że o wiele więcej zrozumiesz, że o wiele więcej odczujesz, że życie twoje nabierze znaczenia, dla innych i dla ciebie samego. 

A Bóg, uśmiechnie się patrząc na płomień, który jeszcze nie tak dawno był mało widoczną iskierką. 

Sądzę, że jedna z moich myśli, tak jakoś pasuje do tematu J

-Mam jednego psychologa – Boga, a cała reszta to orzeszki ziemne szatana.-

Beata

Nasz adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

Czytaj więcej: O świętości szlachetnego Młodzieńca

 

Czytaj więcej: Dotąd dwoje, lecz jeszcze nie jedno, odtąd jedno, chociaż nadal dwoje – obrączki jako symbol...

© 2014 Rzymskokatolicka parafia p.w. Śś. Stanisława i Bonifacego B.M.