Po raz VII wyruszyliśmy na pielgrzymi  szlak szukając śladów św. Józefa, pod hasłem „Nic to”. Tym razem we Wrocławiu, Trzebnicy i Legnicy. Po raz pierwszy z Ignacym obecnym duchowo i materialne w śpiewnikach pielgrzymkowych, patriotycznych i Józefowych, których nam serdecznie udostępnił, a które przez lata, tak pieczołowicie dla nas przygotowywał. Szczególnie ten Józefowy, który razem tak bardzo kochamy śpiewać. To było rzeczywiście wyzwanie jak je wyśpiewać bez Ignaca i jego gitary. Jakie to było budujące, gdy bracia z Międzyzdrojów, Wolina, Szczecina czy Kołbacza z braterską miłością pytali i modlili się za niego. Jest przecież ważnym i trwałym doświadczeniem naszego pielgrzymowania. Rozeznawałem długo, czy ze względu na terminowe zawirowania organizować tą pielgrzymkę, ale usłyszałem, że przecież nie dla Ignacego na nią wyjeżdżamy, ale dla Jezusa, Maryi i Józefa. I może za jakiś czas trudno będzie pozyskać kapłana, który przez całe 2 dni będzie mógł nam – świeckim – towarzyszyć w drodze. Czy wtedy bezradnie rozłożymy ręce i już nie będziemy w stanie się modlić w męskim gronie ? Tym razem jeszcze kapłańskiego, braterskiego towarzyszenia udzielił nam ks. Daniel Majchrzak, który pięknie dzielił się z nami swoim pielgrzymkowym doświadczeniem  w świętych miejscach w Polsce i Europie. Nie brakowało adoracji cudownych miejsc, po których między innymi oprowadzali nas przyjaciele Ania i Janusz z Wrocławia, gorącej modlitwy, zaangażowanych męskich śpiewów, których nie da się opisać, trzeba to po prostu przeżyć. „Wisienką na torcie” była refleksja Waldka dotycząca hasła przewodniego.

Adam

„Hasłem przewodnim pielgrzymki mężczyzn było „Nic to”, słowa wypowiedziane przez pułkownika Wołodyjowskiego do swojej żony Basi, po kapitulacji twierdzy kamienieckiej w sierpniu 1672 r. Wołodyjowski przysiągł wcześniej, że żywy twierdzy nie opuści i przysięgi dotrzymał, ginąc w wysadzonym w powietrze zamku. Słów „Nic to” użył jako tytuł do swojej książki, Jan Maciejewski, publicysta, dziennikarz, eseista współpracujący z Klubem Jagiellońskim (rocznik 1990, zamieszkały w Krakowie). Książka ta porusza kwestie upadku Rzeczpospolitej w XVIII w., zadając pytanie, jak do tego doszło i do czego to doprowadziło. Autor nie porusza tu kwestii politycznych, gospodarczych czy też militarnych. Szuka odpowiedzi na to pytanie w sferze religijnej. Przedstawia Rzeczpospolitą jako biblijnego kozła ofiarnego. Takiego kozła Zazazela, miał starożytny Izrael, na niego to, kapłani zrzucali grzechy ludu, a potem był on wypędzany na pustynię, gdzie ginął. Autor odnosi ten rytuał do wszystkich ludzi, którzy mają wewnętrzny przymus złożenia ofiary za swoje grzechy.

Taką ofiarą stała się w XVIII w., Rzeczpospolita. Rodzi się wówczas nowoczesna Europa i jest to według autora, jej akt założycielski. To wtedy pojawia się pojęcie Zachodu, czyli krajów geograficznie znajdujących się na zachodzie Europy. Ludność tych krajów, ich elity, potrzebowały kozła ofiarnego, na którego można by było przerzucić ich grzechy. Grzechy, którymi Rzeczpospolita, kraj katolicki, nie była obciążona. Grzechy takie jak, wojny religijne, rewolucje, despotyzmy, królobójstwo, szykanowanie prawne i wypędzanie Żydów. Zrzucono to wszystko na Rzeczpospolitą, zabicia zaś jej dokonały, trzy absolutne monarchie ościenne, przy życzliwej bierności pozostałych państw. W styczniu 1796 r., wieko trumny zamknięto ostatecznie, umawiając się, że imię Królestwa Polskiego, zostaje wymazane na zawsze ze wszelkich aktów prawnych. To był koniec istniejącego od X wieku państwa polskiego, ale nie koniec Polski, która nadal istniała w myślach, w duszach jej byłych obywateli. Zaczyna się walka o jej przywrócenie. Objawia się to podejmowaniem desperackiej walki z zaborcami w sytuacjach beznadziejnych politycznie i militarnie, często z minimalnym uzbrojeniem albo w ogóle bez niego, co doprowadza do ogromnych strat wśród narodowej elity. Lecz mistyczne ciało Polski, żąda krwi ofiarnej, którą się żywi. Cały XIX w. to beznadziejna walka, choć udaje się odbić wieko trumny i powstaje najpierw napoleońskie Księstwo Warszawskie (1807-1815), a potem carskie Królestwo Polskie (1815-1831). Wybuchają powstania: listopadowe (1831), krakowskie (1846), wielkopolskie (1848), styczniowe (1863-1864), wszystkie zakończone klęskami i krwawymi ofiarami.

W XX w. otwiera się okno dziejów i udaje się odzyskać na krótko niepodległość, ale wybucha następna wojna, która przynosi narodową katastrofę. Krwawa ofiara trwa nadal (powstanie warszawskie) i mimo jej nie udaje się odzyskać niepodległości, a jedynie formę państwowości zależnej od potężnego sąsiada. W XXI w. wektor zależności przesuwa się na Zachód, ale trwa nadal. Nie zmienia tego ofiara smoleńska. Mimo tego wszystkiego autor widzi możliwość wyjścia z sytuacji kozła ofiarnego. Jest to powrót do symboli chrześcijańskich, do rytów mszy świętej. Msza święta, na której gromadzimy się wszyscy przy ołtarzu, to złożenie ofiary z Jezusa Chrystusa, którego potem zjadamy. Jako ludzie zjadamy go po to, by nie pozjadać się nawzajem. Jedyną drogą porzucenia ofiar zastępczych, które panują wśród ludzi od XVIII w., po odrzuceniu chrześcijaństwa, to powrót do niego. Wyobraźnie Polaków musi znów zacząć kształtować ryt mszy świętej, jedyną krwawą ofiarą jest ofiara Jezusa Chrystusa. Powrót do wiary, to jedyna droga do wyrwania się z pęt kozła ofiarnego i składania ofiar zastępczych, ofiar z nas samych”.

Waldemar Gołębiewski

nasz adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

© 2014 Rzymskokatolicka parafia p.w. Śś. Stanisława i Bonifacego B.M.